2 lipca 2010

Uważaj na słowa!

       Ciągle mi się to zdarza.
Ludzie po prostu nie rozumieją intencji słów, których używam.
A przynajmniej nie w chwili, kiedy prowadzę z nimi rozmowę pośrednią.

       Od dłuższego czasu jestem zwolenniczką komunikacji bezpośredniej.
Bezpośredniej czyli rozmowy "twarzą w twarz", kiedy to rozmówca (albo rozmówcy) jest w stanie wyraźnie usłyszeć różnorodność barwy głosu, widzieć towarzyszące rozmowie gesty, miny i inne zachowania, co w rezultacie prowadzi do poprawnego interpretowania intencji przekazywanej treści.
       Już nawet rozmowa telefoniczna ogranicza przekaz niewerbalny do minimum. Nie wspominając o tym, że pisanie smsów właściwie całkowicie wyeliminowało komunikat niewerbalny.
Do czego zmierzam?
Otóż, jestem osobą, która dość mocno uzewnętrznia swoje emocje, choć nie potrafię o nich mówić (choćby mi dawali skrzynkę ze złotem, to i tak nie umiem określać tego, co czuję). Kiedy rozmawiam z ludźmi normalnie, moje przekazy są na ogół nieco chaotyczne, ale zrozumiałe. Często używam słów, których znaczenie odebrane na "sucho" całkowicie kłóci się z intencją, w jakiej ich używam. Oczywiście, w normalnej rozmowie nie mam z tym właściwie żadnego problemu.


       W rozmowie telefonicznej jest odrobinę gorzej. Rozmówca już mnie nie widzi, nie jest w stanie ujrzeć faktu, że, mówiąc te ostatnie "nieciekawe słowa" nie chciałam go oczerniać, ale zmobilizować, a moja "gęba" śmieje się i wcale nie jest agresywna, jak mogłoby sugerować dosłowne znaczenie słów. W trakcie rozmowy telefonicznej jedynymi "wspomagaczami" jest jeszcze moja barwa, natężenie głosu i tempo wypowiedzi. I choć nie zawsze rozmówca "jasno" odczyta przekaz, to jednak zdarza się to niewiele rzadziej niż w rozmowie bezpośredniej.


       I dalej pytacie, o co mi chodzi?
       Już wyjaśniam. Kiedy przychodzi mi komunikować się z kimś (niech to będzie moja przyjaciółka, tak dla przykładu) poprzez gadu-gadu, bądź za pomocą smsów czy w jeszcze inny sposób, który ogranicza się jedynie do treści pisanej, to właściwie muszę zastanawiać się przez chwilę nad każdym słowem jakie napiszę. Dlaczego? A no bo, jeśli tego nie zrobię, to jak to zwykle bywa, będzie totalny "Fail!".
       Już podaję wyjaśnienia. Otóż chodzi mi o to, iż w chwili gdy piszę normalnie (czyli w taki sam sposób jak rozmawiam z ludźmi) z kimś na GG, to, co kilka minut muszę wyjaśniać, o co mi chodzi! O ile rozmówca jest na tyle życzliwy i nie obraził się, widząc moje ostatnie zdanie wyświetlone w komunikatorze.
       Jakiś czas temu moja koleżanka, z którą bez najmniejszych problemów dogaduję się przez telefon i w trakcie rozmów normalnych, obraziła się przez jedną z moich wypowiedzi, którą dałam jej po otrzymaniu informacji o jej nieudolnych naukach jednego z jezzowych układów tanecznych. Intencją mojej wypowiedzi miało być pocieszenie jej, iż nie każdy jest geniuszem i uczy się w różnym tempie, co ona odebrała jako istny atak na swoją osobę i osobę, która ułożyła układ.
       To nie jedyna taka sytuacja. Niejednokrotnie zdarzają mi się tego typu nieporozumienia z moją przyjaciółką, kiedy jestem zmuszona pisać z nią smsy, bądź na GG czy z siostrą, z którą normalnie od jakiegoś czasu dogaduję się bez zarzutu, a problem pojawia się kiedy muszę z nią smsować!
       To samo zresztą zdarzyło mi się ostatnio z kolegą, którego znam jedynie z sieci, a z którym to rozmawiałam głównie przez Skypa (popsuł mi się mikrofon, a chcąc z nim porozmawiać byłam zmuszona użyć gadu-gadu, oczywiście skończyło się na wyjaśnianiu intencji moich - jakże ambitnych - wypowiedzi).
       Powiecie: dobrze, ale przecież są jeszcze emotikony, nie?
Owszem, są. Ale nawet one nie oddają w pełni stanów emocjonalnych, barwy głosu i intencji wypowiedzi pisanych. Nawet używając emotikon zdarza się, że ludzie źle interpretują moje komunikaty.


       Szczerze nie wiem, dlaczego tak się dzieje.
Może daję zbyt wiele sprzecznych komunikatów, co można bez problemu zaobserwować w trakcie rozmowy zwykłej, jak i bez większych problemów podczas rozmów telefonicznych. A może ja po prostu nie nadaję się do rozmów pozbawionych komunikatów niewerbalnych?
       Bez względu na to, co by to nie było, coś mi mówi, że nie jestem jednak jedyna i samotna z takim problemem. Nie wiem jak Wy, ale ja właśnie przez ten mały mankament staram się opisywać stany emocjonalne na tyle szczegółowo, by moje posty choć odrobinę były zrozumiałe.
Dlatego napiszę to jeszcze raz.
Uważajmy na słowa!