Pośrodku światów...
Stoi sama...
Zagubiona...
Przerażona...
Ze zwieszoną głową...
...
Doprawdy... Nie wiem co się ze mną dzieje...
Czuję jakbym nie była sobą. Jakbym to nie ja teraz pisała to, co tu piszę.
Brakuje mi motywacji do wszystkiego. Najprostsze życiowe czynności, obowiązki wykonuję z wielkim trudem. Nie wiem czy to taki leń, czy depresja. Uzależnienie od komputera czy jeszcze coś innego. Najprostsze czynności wykonuję przez kilka godzin. Olewam szkołę. Nie wykonuję obowiązków domowych. Do tego ciągle chodzę rozdrażniona. A na dodatek teraz ojciec mnie wkurzył.
Nie panuję nad sobą...
Straciłam rachubę czasu. Nie orientuję się, gdzie jestem i co robię.
Nauczyciele mi powtarzają, że jestem ambitna, ale strasznie leniwa.
Kurde! Czy oni wiedzą, że mi tym nie pomagają!
Niech mi powiedzą, że ich zawiodłam, że nie można na mnie polegać! A nie, że jestem w porządku, tylko trochę za leniwa!
W cholerę z takim tekstem.
Ja potrzebuję porządnego kopniaka w tyłek, żeby się raz i na długo wziąć za siebie. A nie takie głaskanie po główce.
Sama sobie nie radzę. Jak mi Bóg świadkiem. Nie wiem, co robić? Jak się pozbierać? Od czego zacząć?
Ilekroć czuję, że mogę wszystko, po paru chwilach wszystko... znika...
I znowu nic nie mogę.
Czy jednostki słabe psychicznie są z góry skazane na przegraną?
Dlaczego nikt nie widzi, że słabi ludzie - że ja potrzebuję kogoś, kto będzie dyskretnie stał nade mną i pilnował, żeby się nie zatracić... nie zapomnieć kim się jest i po co się żyje... Ktoś, kto zapewni nas, że jesteśmy wartościową osobą, a w razie potrzeby przemówi ostrymi słowami do rozsądku.
Nie wiem, może jestem jakaś nienormalna i uwielbiam zatracać się we własnych słabościach, by potem ludzie szczerze mi wygarnęli, że ich zawiodłam?
Może zwyczajnie lubię czuć ten ból psychiczny, który teraz odczuwam...
A może nie umiem żyć tak, żeby tego uniknąć?
Nie wiem...
_____
Oryginalnie post został opublikowany na moim uprzednim blogu pod adresem
http://lost-in-dark.blog.onet.pl
Oryginalnie post został opublikowany na moim uprzednim blogu pod adresem
http://lost-in-dark.blog.onet.pl
Witaj w świecie zwanym "monotonią"...
OdpowiedzUsuńI wiesz na czym polega twój problem, bo ja wiem... Nie potrafisz się cieszyć z tego co posiadasz... Ciesz się z chwil, które miałaś okazję ujrzeć... Ciesz się! Szczerze... Bez wyrzutów sumienia...
Nie zakładaj od razu z góry, że się nie uda, że to Ty jesteś całym Złem Świata - bo tak nie jest i Ty dobrze o tym wiesz...
Jeżeli myślisz, że zamknięcie się w pokoju i użalanie się nad własnym losem Ci pomoże, to jesteś w błędzie...
Przez własny upór i tak zwaną skłonność do "płaczu" Zabijasz Się...!
Dlaczego...? Dlaczego nie pragniesz tego zmienić...? Dlaczego po prostu nie wstaniesz i nie zawalczysz o to co twoje... i tu nie chodzi o to, że jesteś leniwa... Tu winą jest to, że tak naprawdę nie walczysz... A to co teraz nazywasz "próbą zmiany" nie jest nawet bitwą...
Dlaczego dni młodość pragniesz zapamiętać jako "otchłań ciemności i smutku"...? Uwierz mi tak nie jest łatwiej, to tylko cię dobija...
Czy nie prościej jest spojrzeć na świat z "ironią" i z "uśmiechem"...?
Zastanów się...
Ten świat nie zasługuje na nasze łzy... więc czemu płaczemy...?
[oryginalna data publikacji komentarza 2008-10-24 08:26]
Pewnie masz rację.
UsuńMonotonia mnie dobija.
Największy mój problem polega chyba na tym, że ja już chyba nie chcę walczyć. Nie dbam już o to jakie będzie jutro.
Chyba odpuściłam sobie.
Jestem już zmęczona ciągłym próbowaniem zmienienia czegoś na lepsze, bo nawet jeśli przez chwilę jest wszystko dobrze i rzeczy mi się udają potem znowu upadam.
Wiem, że nie jest ważne to ile razy upadnę, ale to ile razy się podniosę. Z tym, że ja już chyba nie chcę się podnosić.
Ta walka mnie niszczy od środka. I rani wszystkich w około.
Łatwiej jest zapomnieć i uciec niż stawić czoła wyzwaniom.
A ja od zawsze na przekór wszystkim, starałam się ze wszystkich sił...
Osiągałam sukcesy ku ogólnemu zdziwieniu...
Byłam dobra we wszystkim co robiłam...
A nawet jeśli w czymś nie byłam dobra to starałam się to zmienić na lepsze...
Ale...
Jakiś rok temu wola walki we mnie zanikła...
Zgubiłam siłę i chęć...
Zapomniałam kim tak na prawdę jestem...
Zabiłam siebie...
I za to przepraszam...
Ale nie umiem jeszcze wskrzesić tego, co sama udusiłam...
Mam tylko nadzieję...
Nikłą nadzieję...
NIE.
Ja wierzę, że jeszcze kiedyś znajdę to, czego sama się pozbyłam...
Tylko nie wiem, czy ktoś mi pomoże...
[oryginalna data publikacji komentarza: 2008-10-24 12:16]