Po tym krótkim wprowadzeniu do notki poruszę sprawę, która (prawie) nie dała mi spać w nocy.
Jak większość zapewne wie (a Ci którzy nie wiedzą, właśnie zostaną olśnieni) gazetki blogowe zajmują całkiem spory kawałek sieci Onetowej blogosfery. Osobiście sceptycznie podchodzę do tego typu działalności, albowiem nie lubuję w czytaniu prasy codziennej czy czasopism "młodzieżowych" bądź "kobiecych", ani jakichkolwiek innych. Nie gonię za aferami, a niektóre plotki mnie zwyczajnie nie interesują - być może dlatego już dawno odrzuciłam dziennikarstwo samo w sobie jako perspektywę zawodową na przyszłość.
Choć oczywiście jest to moja prywatna opinia, ale spoglądając z innej strony (bo każdy medal ma dwie strony, a dla upartych to nawet ta trzecia strona - "krawędź" się znajdzie) muszę przyznać, że jest to ciekawy sposób na kształtowanie swoich umiejętności w zakresie literatury użytkowej. Ponadto jest to także forma samorealizacji - tak samo jak np. prowadzenie opowiadania czy bloga z poezją.
Próbując powrócić do aktywnej części blogosfery wyszukuję ostatnio blogów z ciekawymi osobami. Zajrzałam też na gazetki blogowe, z których powiem szczerze nie "korzystałam" wcześniej, by zorientować się, co tam w trawie piszczy.
Wtedy zawitał mi w głowie pomysł - czy by nie spróbować swoich sił i wspomóc którąś z gazetek. Jako osobnik ciekawski i otwarty na wyzwania zgłosiłam się (bez jakiegokolwiek doświadczenia w zakresie redagowania artykułów) do jednej z takich gazetek blogowych na stanowisko redaktora. Zostałam przyjęta bez większych komplikacji. Owszem cieszę się, ale boję równocześnie, że sama dokładam sobie roboty zamiast najpierw zająć się najistotniejszą sprawą - szkołą + maturą.
No cóż, zobaczymy, co to będzie. Redaktorka, choć młodsza ode mnie wydaje się być ogarniętą osobą z ciekawą osobowością i pomysłami, do tego jej gazeta mimo krótkiego stażu sporo przeszła... (PS Teraz mogę śmiało powiedzieć, że to nie dla mnie; pogoń za nowinkami, wyszukiwanie sensacji, nowych zjawisk, ciekawych osobowości by potem o nich napisać; to bardzo czasochłonne zajęcie, nie czuję się w tym dobrze, nie lubię, gdy gonią mnie terminy, do tego jeszcze odpowiedzialność, za to, co napiszę - dziękuję, ale nie dziękuję, ja się do tego nie nadaję.)
Jak większość zapewne wie (a Ci którzy nie wiedzą, właśnie zostaną olśnieni) gazetki blogowe zajmują całkiem spory kawałek sieci Onetowej blogosfery. Osobiście sceptycznie podchodzę do tego typu działalności, albowiem nie lubuję w czytaniu prasy codziennej czy czasopism "młodzieżowych" bądź "kobiecych", ani jakichkolwiek innych. Nie gonię za aferami, a niektóre plotki mnie zwyczajnie nie interesują - być może dlatego już dawno odrzuciłam dziennikarstwo samo w sobie jako perspektywę zawodową na przyszłość.
Choć oczywiście jest to moja prywatna opinia, ale spoglądając z innej strony (bo każdy medal ma dwie strony, a dla upartych to nawet ta trzecia strona - "krawędź" się znajdzie) muszę przyznać, że jest to ciekawy sposób na kształtowanie swoich umiejętności w zakresie literatury użytkowej. Ponadto jest to także forma samorealizacji - tak samo jak np. prowadzenie opowiadania czy bloga z poezją.
Próbując powrócić do aktywnej części blogosfery wyszukuję ostatnio blogów z ciekawymi osobami. Zajrzałam też na gazetki blogowe, z których powiem szczerze nie "korzystałam" wcześniej, by zorientować się, co tam w trawie piszczy.
Wtedy zawitał mi w głowie pomysł - czy by nie spróbować swoich sił i wspomóc którąś z gazetek. Jako osobnik ciekawski i otwarty na wyzwania zgłosiłam się (bez jakiegokolwiek doświadczenia w zakresie redagowania artykułów) do jednej z takich gazetek blogowych na stanowisko redaktora. Zostałam przyjęta bez większych komplikacji. Owszem cieszę się, ale boję równocześnie, że sama dokładam sobie roboty zamiast najpierw zająć się najistotniejszą sprawą - szkołą + maturą.
No cóż, zobaczymy, co to będzie. Redaktorka, choć młodsza ode mnie wydaje się być ogarniętą osobą z ciekawą osobowością i pomysłami, do tego jej gazeta mimo krótkiego stażu sporo przeszła... (PS Teraz mogę śmiało powiedzieć, że to nie dla mnie; pogoń za nowinkami, wyszukiwanie sensacji, nowych zjawisk, ciekawych osobowości by potem o nich napisać; to bardzo czasochłonne zajęcie, nie czuję się w tym dobrze, nie lubię, gdy gonią mnie terminy, do tego jeszcze odpowiedzialność, za to, co napiszę - dziękuję, ale nie dziękuję, ja się do tego nie nadaję.)
I teraz właściwie dopiero mogę napisać coś odnoszącego się do tematu postu.
Pisząc kolejne zdania pracy maturalnej, na chwilę się zamyśliłam. Spojrzałam za okno, właśnie wyjrzało słońce, choć niebo... niebo ciągle było szarobłękitne. Nawet promienie słońca dzielnie przebijającego się przez pokłady gęstych, deszczowych chmur nie były w stanie zmienić jego dzisiejszej natury kolorystycznej... Wpatrując się w bezkresne szare niebo, poczułam przygnębienie. Jakby ktoś nagle zrzucił na moje barki miliony problemów, z którymi muszę się teraz uporać. Czy pogoda, aż tak intensywnie może wpływać na to, co czujemy? W moim przypadku jak najbardziej, gdyż szare niebo idealnie uzupełnia ponury i przygnębiający obraz ziemi - topniejący, brudny śnieg, ulice w potokach, plucha i błoto na ścieżkach w parku. Nawet krzaki wyglądają na smutne.
A jak jest z Wami?