No dobrze, w takim razie może zacznę od "początku".
Dlaczego mnie nie było?
Byłam nieobecna w blogosferze, bowiem chwilowo mnie zmęczyła, przechodziłam ponowne przesycenie tym światkiem i potrzebowałam przerwy od ciągłego siedzenia na blogach poszczególnych osób i swoim. Zaufajcie mi, każdy (albo przynajmniej spora większość) kto bloguje nieco dłużej w końcu dochodzi do tego, że ma dość blogowania i potrzebuje krótszej bądź dłuższej przerwy, nawet jeśli kocha pisać bloga z całego serca. W porządku, wiecie już czemu mnie nie było, ale czy to znaczy, że w moim życiu przez ubiegłe trzy miesiące nie wydarzyło się nic godnego uwagi?
Otóż nie. Pomimo mojego wcześniejszego przekonania (i prawdopodobnie przekonania każdej zdołowanej osoby) moje życie nie jest jednostajnie nudne. Owszem, zdarzają się dni bardziej monotonne, ale to nie znaczy, że nie wydarza się nic. Bowiem jest zupełnie odwrotnie. A nawet jeśli nie zdarza się coś wielkiego, niezapomnianego, to można zawsze zapamiętywać błahostki, dzięki którym każdy dzień jest unikalny, przyjemniejszy. W takim razie, co takiego zdarzyło się w moim życiu przez minione trzy miesiące?
Faktem jest, że nie wszystko potoczyło się tak, jak bym tego chciała, niektórych planów na wakacje wcale nie zrealizowałam, ale to były dobre miesiące.
Otóż, odnośnie konkretów.
Dostałam się na studia dzienne na wydział filologii klasycznej. Z początku nie byłam zachwycona tą wiadomością, gdyż nie jest to kierunek, który sobie wymarzyłam. Niestety na japonistykę w Krakowie nie stać mnie, na studia prywatne także, ale po pewnych przemyśleniach doszłam do wniosku, że jednak filologia klasyczna będzie czymś innym niż oklepany angielski (gdzie nawiasem mówiąc brakło mi 20 punktów), którego studiowanie i zagłębianie się w struktury gramatyczne mnie odpycha i nudzi zarazem.
Także od nadchodzącego poniedziałku będę już pełnoprawną studentką filologii klasycznej i przyznam, że podchodzę do tego całkiem optymistycznie (nawet bardziej niż do myśli, że mogłabym studiować kulturę i literaturę obszaru anglojęzycznego), choć jest lekki posmak żalu, że to nie japonistyka. Druga nowość, jaka zawitała w moim życiu w ostatnich miesiącach, to regularny sport, a dokładniej mówiąc brazylijska sztuka walki - capoeira.
Od sierpnia miałam okazję zasmakować, co to takiego i powiem szczerze, że bardzo mi się spodobało. Niestety bezpłatny sierpień się skończył, wrzesień za który zapłaciłam także już minął, a na październik nie starczy funduszy. Bo oczywiście taka przyjemność kosztuje, jak wszystko w dzisiejszym świecie.
A jeśli chodzi o pytanie, dlaczego zdecydowałam się na capoeirę. Cóż, przypadek. Koleżanka mnie "zaciągnęła" i tak jakoś samo poszło.
Wiem natomiast na pewno, że od dawna już chciałam spróbować tego owocu - sztuk walki. Nie interesowało mnie, co to będzie, liczyło się by było egzotyczne, absorbujące, wymagające i prawdziwe. I być może to, co teraz napiszę zabrzmi dziwnie, ale tego mi było trzeba - regularnego, męczącego treningu. Nawet sobie nie wyobrażacie, jak wiele dały mi zaledwie dwa miesiące treningu. A pomimo lejącego się strumieniami potu, zmęczenia i z początku bolących mięśni czułam zadowolenie i spełnienie. Poprawiło się moje ogólne samopoczucie i już nie umieram wchodząc po schodach na dziesiąte piętro, kiedy winda się zepsuje. Do tego muszę wspomnieć, że jest to naprawdę świetny sposób na wyładowanie złości, a ja dodam od siebie, że nareszcie zyskałam ogólną kontrolę nad własnym ciałem.
Tak! Już nie potykam się o własne nogi, kiedy tańczę sobie wieczorami w moim ciasnym pokoju! xD Kolejna rzecz jest pośrednim wynikiem uprawiania capoeiry przez ostatnie dwa miesiące. Poprawa nastroju i ogólnego samopoczucia zaowocowała częstszymi przypływami inspiracji. Napiszę tu o tym prawdopodobnie po raz pierwszy, bowiem nie przypominam sobie bym wspominała na blogu kiedykolwiek o moim skromnym, bezimiennym projekcie opowiadania, które może okazać się wielotomową powieścią fantastyczną. W każdym razie mój mały projekt także przechodzi "trzeci renesans", który potrwa jeszcze jakąś chwilę, a cała ta rewolucja zaczęła się jakoś pod koniec sierpnia. Ale dość o tym, nie chcę nic zdradzać, żeby nie zapeszać. Owszem, może przez ostatnie miesiące mnie tu nie było, chociaż nie wyjechałam na wakacje, ale moje życie brnie naprzód. Pomimo tego, że siedziałam w domu zdarzyło się sporo miłych chwil, wiele prywatnych, przyjemnych wspomnień, o których nie będę pisać. Jedynym zmartwieniem, które towarzyszyło mi przez ten cały czas były, są i będą pieniądze, a konkretnie ich brak w domowej kasie.
Wybaczcie mi. To miał być tylko skrót tego, co wydarzyło się w ostatnim czasie, a tymczasem wyszedł post na ponad jedną stronę A4 w Wordzie. Chyba nigdy nie nauczę się pisać krótko i zwięźle. :|
Dlaczego mnie nie było?
Byłam nieobecna w blogosferze, bowiem chwilowo mnie zmęczyła, przechodziłam ponowne przesycenie tym światkiem i potrzebowałam przerwy od ciągłego siedzenia na blogach poszczególnych osób i swoim. Zaufajcie mi, każdy (albo przynajmniej spora większość) kto bloguje nieco dłużej w końcu dochodzi do tego, że ma dość blogowania i potrzebuje krótszej bądź dłuższej przerwy, nawet jeśli kocha pisać bloga z całego serca. W porządku, wiecie już czemu mnie nie było, ale czy to znaczy, że w moim życiu przez ubiegłe trzy miesiące nie wydarzyło się nic godnego uwagi?
Otóż nie. Pomimo mojego wcześniejszego przekonania (i prawdopodobnie przekonania każdej zdołowanej osoby) moje życie nie jest jednostajnie nudne. Owszem, zdarzają się dni bardziej monotonne, ale to nie znaczy, że nie wydarza się nic. Bowiem jest zupełnie odwrotnie. A nawet jeśli nie zdarza się coś wielkiego, niezapomnianego, to można zawsze zapamiętywać błahostki, dzięki którym każdy dzień jest unikalny, przyjemniejszy. W takim razie, co takiego zdarzyło się w moim życiu przez minione trzy miesiące?
Faktem jest, że nie wszystko potoczyło się tak, jak bym tego chciała, niektórych planów na wakacje wcale nie zrealizowałam, ale to były dobre miesiące.
Otóż, odnośnie konkretów.
Dostałam się na studia dzienne na wydział filologii klasycznej. Z początku nie byłam zachwycona tą wiadomością, gdyż nie jest to kierunek, który sobie wymarzyłam. Niestety na japonistykę w Krakowie nie stać mnie, na studia prywatne także, ale po pewnych przemyśleniach doszłam do wniosku, że jednak filologia klasyczna będzie czymś innym niż oklepany angielski (gdzie nawiasem mówiąc brakło mi 20 punktów), którego studiowanie i zagłębianie się w struktury gramatyczne mnie odpycha i nudzi zarazem.
Także od nadchodzącego poniedziałku będę już pełnoprawną studentką filologii klasycznej i przyznam, że podchodzę do tego całkiem optymistycznie (nawet bardziej niż do myśli, że mogłabym studiować kulturę i literaturę obszaru anglojęzycznego), choć jest lekki posmak żalu, że to nie japonistyka. Druga nowość, jaka zawitała w moim życiu w ostatnich miesiącach, to regularny sport, a dokładniej mówiąc brazylijska sztuka walki - capoeira.
Od sierpnia miałam okazję zasmakować, co to takiego i powiem szczerze, że bardzo mi się spodobało. Niestety bezpłatny sierpień się skończył, wrzesień za który zapłaciłam także już minął, a na październik nie starczy funduszy. Bo oczywiście taka przyjemność kosztuje, jak wszystko w dzisiejszym świecie.
A jeśli chodzi o pytanie, dlaczego zdecydowałam się na capoeirę. Cóż, przypadek. Koleżanka mnie "zaciągnęła" i tak jakoś samo poszło.
Wiem natomiast na pewno, że od dawna już chciałam spróbować tego owocu - sztuk walki. Nie interesowało mnie, co to będzie, liczyło się by było egzotyczne, absorbujące, wymagające i prawdziwe. I być może to, co teraz napiszę zabrzmi dziwnie, ale tego mi było trzeba - regularnego, męczącego treningu. Nawet sobie nie wyobrażacie, jak wiele dały mi zaledwie dwa miesiące treningu. A pomimo lejącego się strumieniami potu, zmęczenia i z początku bolących mięśni czułam zadowolenie i spełnienie. Poprawiło się moje ogólne samopoczucie i już nie umieram wchodząc po schodach na dziesiąte piętro, kiedy winda się zepsuje. Do tego muszę wspomnieć, że jest to naprawdę świetny sposób na wyładowanie złości, a ja dodam od siebie, że nareszcie zyskałam ogólną kontrolę nad własnym ciałem.
Tak! Już nie potykam się o własne nogi, kiedy tańczę sobie wieczorami w moim ciasnym pokoju! xD Kolejna rzecz jest pośrednim wynikiem uprawiania capoeiry przez ostatnie dwa miesiące. Poprawa nastroju i ogólnego samopoczucia zaowocowała częstszymi przypływami inspiracji. Napiszę tu o tym prawdopodobnie po raz pierwszy, bowiem nie przypominam sobie bym wspominała na blogu kiedykolwiek o moim skromnym, bezimiennym projekcie opowiadania, które może okazać się wielotomową powieścią fantastyczną. W każdym razie mój mały projekt także przechodzi "trzeci renesans", który potrwa jeszcze jakąś chwilę, a cała ta rewolucja zaczęła się jakoś pod koniec sierpnia. Ale dość o tym, nie chcę nic zdradzać, żeby nie zapeszać. Owszem, może przez ostatnie miesiące mnie tu nie było, chociaż nie wyjechałam na wakacje, ale moje życie brnie naprzód. Pomimo tego, że siedziałam w domu zdarzyło się sporo miłych chwil, wiele prywatnych, przyjemnych wspomnień, o których nie będę pisać. Jedynym zmartwieniem, które towarzyszyło mi przez ten cały czas były, są i będą pieniądze, a konkretnie ich brak w domowej kasie.
Wybaczcie mi. To miał być tylko skrót tego, co wydarzyło się w ostatnim czasie, a tymczasem wyszedł post na ponad jedną stronę A4 w Wordzie. Chyba nigdy nie nauczę się pisać krótko i zwięźle. :|
tak, wiem taki półspam:/ źle napisałam w notce:/ trudno!:p
OdpowiedzUsuńdziękuję CI bardzo za ten komentarz!
masz racje, znudziła mnie tylko tematyka, a tak w tajemnicy;p to pisze, wciąż chce pisać, ale nie mam czasu, nie mogę sobie tak zorganizować czasu żeby chociaż pół godziny dziennie coś napisac:/ Nie pisałam od wakacji, a zaczęłam ,,,na poważnie" coś pisać, blisko rok temu. Może blog pomorze mi się zmobilizować! Oby:)
może będziemy się informowały o wpisach? może na gg??
invisible28.blog.onet.pl
[Oryginalna data publikacji komentarza: 2010-10-02 19:56
Rzeczywiście - dużo się wydarzyło. Ja stwierdziałam, że moje życie jest strasznie monotenne i trzeba coś z tym zrobic, poczuc adrenalinę, zmienic coś w sobie...Bardzo łądnie piszesz, ciekawa jestem tej powieści Dodaję do linek. [po-jedynek]
OdpowiedzUsuń[Oryginalna data publikacji komentarza: 2010-10-03 17:42]
Ja także uważałam swoje życie za strasznie nudne i mało ekscytujące, ale teraz wiem, że był to zniekształcony obraz przesłonięty aurą przygnębienia i depresji, która ciągnęła się u mnie od jakiegoś roku, a którą przezwyciężyć pomogła mi szkolna pani psycholog. Pokazała mi, że każdy dzień jest unikalny, jedyny w swoim rodzaju i pomimo ogólnego niezadowolenia w moim życiu ciągle zdarzają się dobre rzeczy.
UsuńCo do monotonności: zawsze można spróbować czegoś nowego - w granicach rozsądku oczywiście ;) Zawsze jest dobra pora by spróbować coś zmienić ^^
Pozdrawiam
[Oryginalna data publikacji komentarza: 2010-10-03 18:08]
Bardzo wpływowe i przydatne zmiany. Gratuluję dostania się na studia! ;)
OdpowiedzUsuńRzeczywiście sporo się zmieniło. Wcale się nie gniewamy, że nie było Cię tu tak długo i nie przeszkadza nam długość Twoich notek!
[Oryginalna data publikacji komentarza: 2010-10-04 13:21]
Greckiego? Co studiujesz, jeśli mogę wiedzieć? Dziennie?
OdpowiedzUsuńTak, postaram się niczym nie przejmowac:/ Starac się zawsze można, nie?;p
Dziękuję za szczere komentarze:)
invisible28.blog.onet.pl/
[Oryginalna data publikacji komentarza: 2010-10-07 17:57]
No i co z tego, że jesteś zielona w sprawach męsko-damskich? I na dodatek masz 19 lat? To nic złego, a nawet wręcz przeciwnie. I właśnie o to chodzi, że z moja koleżanką jeszcze niedawno rozmawiałyśmy o takich łatwych, zbyt łatwych panienkach, a teraz ona chce się zachować jak tamte. Nie mogę w to uwierzyć i z tym się pogodzić, dlatego chce jej pomóc, ale ona nie słucha już co się do niej mówi. Boże, czy jakiś zwykły dres może tak zawrócić w głowie?! Najwidoczniej tak, niestety.
OdpowiedzUsuńCo do Twojej szczerości to bardzo sobie ją cenie w ludziach. Wkurza mnie często jak ktoś mówi, np. ze ładnie ktoś tam wygląda, tylko po to, bo ,,wypada". Nienawidzę w ludziach niezdecydowania, chociaż czasem też bywam niezdecydowana, ale gdy pytam idziemy w prawo czy w lewe i słyszę odpowiedź ,,Nie wiem" to mi ręce opadają i nie mam ochoty już nigdzie isc.:/
Co do Twoich studiów, to moim zdaniem bardzo ciekawy kierunek. Mam nadzieję, że zawrzemy jakąś znajomość i czasem opowiesz mi coś o nich dokładniej.
Uwielbiam Twoje wymowne komentarze:p
Dziękuję za nie.
invisible28.blog.onet.pl/
[Oryginalna data publikacji komentarza: 2010-10-09 11:47]
Czemu się nie odzywasz? Co u Ciebie?
OdpowiedzUsuńinvisible28.blog.onet.pl/
[Oryginalna data publikacji komentarza: 2010-10-14 20:49]
To chyba najdłuższy komentarz jaki kiedykolwiek widziałam. Dziękuję Ci, jak zwykle pomogłaś.
OdpowiedzUsuńCo do organizacji czasu, nic nie lubię organizować, planować, łooj, fuuj, ale czas to czasami fajnie mieć zaplanowany, ale tylko czasami, bo czasami też ciekawsze są spontany.
Co do Twojej nieobecności, spoko rozumiem, szkoła ważniejsza, ja też to stawiam chyba na miejscu pierwszym.
Co do tajemnic z przyjaciółkami to już sama nie wiem! Ale nie, moja przyjaciółka wie o wszystkim, chyba o wszystkim. Tylko nie zna teraz adresu bloga, ale wie,że mam bloga. Pokłóciłyśmy się o to . Bo niezrozumiałe dla mnie były jej fochy o ten głupi adres! Jest lepiej, ale wciąż nie tak dobrze.
Co do pisania, nie myślałaś kiedyś o tym, aby coś wydać? Jakąś książkę? Studiujesz to co studiujesz, pięknie mówisz/ piszesz, może warto byłoby o tym pomyśleć. Masz jakieś plany co po studiach?
Co do tego jak pisze, dziękuję, każda uwaga jest dla mnie cenna, co do tego że po moich słowach można się domyśleć wieku, to chyba normalne. Nawet czasami jak czytam książkę kogoś młodszego i starszego, widać różnice. Więc chyba nie jest tak tragicznie, co?
Następnym razem postaram się bardziej obmyślić notki.
invisible28
[Oryginalna data publikacji komentarza: 2010-10-15 21:00]
Będę czytac Twój list do mnie:p i odrazu odp:D
OdpowiedzUsuńChyba teraz jednak pobilaś swój rekord, a na pewno mój, bo dłuższego komentarza nie widziałam nigdy!.
Co do spontanów, taaa są najlepsze, ale jednak niektóre sprawy trzeba co do sekundy zaplanować!
Co do przyjaciółki, przyjaźnie się z z nią od dobrych 4-5lat. Nie czytamy sobie pamiętników na głos ale jednak mnóstwo rozmawiamy, tak od serca, a czasami o głupotach. Wiem, że zawsze moge do niej isc i mnie przytuli i pomorze. Wiem o tym i ona też wie. Mimo, że miałysmy ciężkie dni to wiemy. I teraz jest prawie git:)
Bo mowa potoczna a taki jeżyk na wykładach jest całkiem inny. Lubie jeden i drugi i mimo tego, że w większosci używam tego pierwszego, o tym drugim nie zapominam:p Rozumiesz?:p
Wiesz dlaczego popełniam takie literówki? Bo chce jak najszybciej wystukac to co mi przyjdzie do głowy. A mój komputer jest na tyle głupi, że nie pisze c(ce z kreseczką:p) i ja już się odzwyczaiłam pisac na komputerze litery: ś, ź, ą itp. I dużo wyrazów mi się przekręca i podkreśla, czasami chce mi się poprawiac, a czasami nie. Gdy pisze ręcznie wszystko jest ładnie pięknie. A jak mam panowac nad tym chaotyzmem? Jest cos takiego wgl?! Jak mam panowac nad tym, że mój tekst jest chaotyczny.
Nie lubisz czytac książek?! Kurde ja uwielbiam, a niestety nie mam dla nich tak wiele czasu ile bym chciała. Na prawdę myślisz, że z moim pisaniem nie jest tak źle?
Co do kuzyna, tak wiem, że mamy świetny kontakt. Czasami jednak chciałam móc z nim porozmawiac o wszystkim. Np. gdy mam jakiś problem z chłopakiem,ale może do tego jeszcze nie dorośliśmy psychicznie. Za to ja kiedyś z nim poważnie rozmawiałam o pewnej dziewczynie!! Więc może to ja jeszcze nie dorosłam, żeby go poprosic o pomoc.
O co chodzi z tym : capoeira?? Pierwszy raz widze takie słowo. Co do cwiczeń, ja również jestem osobą, którą chce już na drugi dzień efekt zrobienia 15brzuszków! Umówiłam się z koleżanką, z pewnego bloga i mamy cwiczyc razem, jednak nie wiem czy nam się to powiedzie. Wiem, że musze. Postaram się. Największym jednak problemem będzie znalezienie czasu, siły i odmawianie sobie słodyczy, do których mam słabosc!:/
W tym całym problem, za chiny ludowe nie potrafie siebie zaakceptowac.
I chyab teraz ja pobiłam swój rekord co do długości komentarza!
Dziękuję:)
invisible28.blog.onet.pl/
Doddaj coś wreszcie do siebie:)
[Oryginalna data publikacji komentarza: 2010-10-17 18:17]
Taa...Niesamowicie jest mieć `zakwasy` po jakimś wysiłku. Wtedy, czujesz, ze żyjesz. :)
OdpowiedzUsuńGratuluję dostania się na studia, a to, że długo piszesz to zdecydowanie plus. Nie każdy umie pisać długo i ciekawie :)
Pzdr
[deszcz-na-saharze]
[Oryginalna data publikacji komentarza: 2010-10-17 21:03]