Przypuszczam, że większość ludzi przynajmniej spotkała się w swoim życiu z takim pojęciem jak "przestrzeń osobista". Teoretycznie jest to jedno z pojęć psychologicznych, jednakże jest ono dość często spotykane. Zaś w życiu codziennym jest z nami obecne bez przerwy.
Jeśli ktoś jeszcze nie wie, czym owa "przestrzeń osobista" jest, to powiem tylko krótko, iż jest to niewidzialna strefa wokół nas, wyczuwamy ją instynktownie, a określa ona naszą tolerancję względem odległości przebywania w otoczeniu innych osób. Jak ktoś naprawdę nie ma pojęcia o czym jest mowa, to niech sobie wyszuka, a wujek Google z chęcią pomoże.
Dlaczego o tym piszę? Ponieważ ta irytująca sytuacja z dzisiaj bezapelacyjnie wiąże się ze strefą osobistą.
Jak to w poniedziałki w nowym semestrze zaczynam zajęcia późno, bo o godzinie 15.00. Dlatego też spokojnie, nie śpiesząc się poszłam na autobus, który o godzinie drugiej po południu już nie jest tak bardzo wypakowany ludźmi, jak w godzinach rannych, a śmiem nawet twierdzić, że często jedzie prawie pusty. Dzisiaj było podobnie. W całym autobusie było może jakieś trzynaście osób, zaś miejsc siedzących trzydzieści dwa. Wszystko pięknie i uroczo, gdyby nie to, że akurat do mnie musiał dosiąść się nieciekawy współpasażer. Ja naprawdę rozumiem, że w autobusach jedzie się czasem w takim ścisku jak sardynki w puszce. Bez problemu pojmuję, iż w środkach komunikacji miejskiej nasza przestrzeń będzie naruszana wbrew naszej woli i nie możemy z tym wiele zrobić. Rozumiem też, że ten mężczyzna miał prawo usiąść, gdzie mu się rzewnie podobało, nawet jeśli ponad połowa miejsc była wolna! Pojmuję też, że ludzie mogą mieć większy lub mniejszy zasięg przestrzeni osobistej. Zdaję też sobie sprawę, że sama mam dość wąską sferę osobistą, bowiem zazwyczaj przysuwam się do rozmówcy, który, co rusz się odsuwa. Ale na litość Boską! Nie dość, że ów Pan się przysiadł, to nie był w pełni trzeźwy ani czysty, ani nawet przystojny. Potem zaczął zadawać jakieś pytania, dokąd ów autobus jedzie i inne, a wszystko średnio zrozumiałym głosem. Ja rozumiem, że można się nachylić żeby zapytać i usłyszeć odpowiedź w autobusie, ale... raczej nie robi się tego cały czas, tak, że rozmówca jest w stanie czuć... niezbyt świeży oddech. A jakby tego było mało przez większość drogi do sąsiedniego miasta (czyli jakieś dwadzieścia minut) gapił się na mnie jakbym miała poroże!
Tak, tak. Wiem, o co mogło mu chodzić, ale ja czułam się NAPASTOWANA! Już nawet planowałam, co mu powiem jeśli jeszcze raz się nade mną nachyli i zacznie coś bełkotać koło ucha. Na szczęście nim to nastąpiło, autobus dotarł na mój przystanek, a ów delikwent bez sprzeciwu wypuścił mnie z miejsca siedzącego pod oknem.
Nie ma to jak wycieczki komunikacją miejską. Zawsze można oczekiwać nieoczekiwanego.
A teraz pokrótce z innej beczki. Zmieniłam adres bloga. W końcu, zdecydowałam się. Już od dłuższego czasu mi to chodziło po głowie. Chciałam coś prostego, po polsku, acz bez polskich znaków, a zarazem coś, co wpadałoby w pamięć i miało w sobie nutę... czegoś xD
I tak oto od dziś jestem już Szeptem Deszczu. I mam nadzieję, że nigdy więcej nie wpadnę na pomysł zmiany adresu... Jeny, ile z tym jest roboty, ale chyba wszystko działa (zerka badawczo na linki). Tak, chyba już wszystko działa.
To teraz mogę wrócić do zaliczania egzaminów...
Nie ma to jak wycieczki komunikacją miejską. Zawsze można oczekiwać nieoczekiwanego.
I tak oto od dziś jestem już Szeptem Deszczu. I mam nadzieję, że nigdy więcej nie wpadnę na pomysł zmiany adresu... Jeny, ile z tym jest roboty, ale chyba wszystko działa (zerka badawczo na linki). Tak, chyba już wszystko działa.
To teraz mogę wrócić do zaliczania egzaminów...
W takich momentach cieszę się, że rzadko podróżuje autobusami. [totalnie--zwariowana]
OdpowiedzUsuń[Oryginalna data publikacji komentarza: 2011-03-01 16:43
Też się z tego cieszyłam, bo nieczęsto jeździłam środkami komunikacji publicznej, ale to było do chwili gdy poszłam na studia...
UsuńNiestety, autobusy są pełne przygód. Dzisiaj na przykład zaliczyłam podłogę takiego jednego "czerwoniaka" -.-" Na zakręcie straciłam równowagę, a że stałam na schodkach, przy drzwiach... to upadłam.
Cóż poradzić, takie życie.
[Oryginalna data publikacji komentarza: 2011-03-01 23:38]
Ja bynajmniej do końca liceum autobusami jeździć nie będę musiała. Na studiach zapewne to się zmieni. Niemniej jednak masz rację, w autobusach można przeżyć wiele. [totalnie--zwariowana]
Usuń[Oryginalna data publikacji komentarza: 2011-03-02 15:41]
Dosłownie wszyscy, o każdej porze na coś czekamy.
OdpowiedzUsuńJa tam się kaloriami nie przejmuję. W dodatku dzisiaj jest taki dzień, że nawet nie można się nimi przejmować. ;)
Po prostu wzięłam pod uwagę swoje odejście i zapytałam o opinię. ;d [totalnie--zwariowana]
[Oryginalna data publikacji komentarza: 2011-03-03 21:42]
A no czekamy. Niektórzy czekają całe życie. Ja mam tylko nadzieję, że te egzaminy na które czekam i czego po nich oczekuję mnie nie zabiją xD
UsuńA kalorie to powinni zamknąć w więzieniu xDD A tak na poważnie to mi na ogół jest wszystko jedno czy mam 2 kg za dużo czy za mało xD (zwykle mam dużo za dużo, ale kij z tym)
Hm. Czyli w jakimś stopniu, gdzieś tam w podświadomości rozważałaś odejście... No, jeśli w ostatecznym rozrachunku kiedyś się na nie naprawdę zdecydujesz, to żadna siła Cię nie powstrzyma ^^
[Oryginalna data publikacji komentarza: 2011-03-03 22:00]
Więzienie za kalorie mogłoby być ciekawe. ;d
UsuńGdybym zdecydowała się odejść, nikt nawet nie będzie próbował mnie zatrzymać. [totalnie--zwariowana]
[Oryginalna data publikacji komentarza: 2011-03-04 20:31]
Na pewno nie zawsze będzie to coś na co czekamy. [totalnie--zwariowana]
OdpowiedzUsuń[Oryginalna data publikacji komentarza: 2011-03-03 21:48]
Czasami jest aż za bardzo nieobliczalne. ;d
OdpowiedzUsuńW takim razie życzę powodzenia, w przyszłym tygodniu! ;) [totalnie--zwariowana]
[Oryginalna data publikacji komentarza: 2011-03-03 21:55]
A nie dziękuję xD Ale szczęściem nie pogardzę, z pewnością się przyda... I kawa! xD
Usuń[Oryginalna data publikacji komentarza: 2011-03-03 22:01]
Pewnie, że się przyda. ;) [totalnie--zwariowana]
Usuń[Oryginalna data publikacji komentarza: 2011-03-03 22:06]
No, a jak! :D
Usuń[Oryginalna data publikacji komentarza: 2011-03-03 22:47]
Szczęście dobra sprawa. ;d [totalnie--zwariowana]
Usuń[Oryginalna data publikacji komentarza: 2011-03-04 20:30]