14 października 2008

Sama. Przerażona. Zagubiona.



Pośrodku światów...
Stoi sama...
Zagubiona...
Przerażona...
Ze zwieszoną głową...
...

Doprawdy... Nie wiem co się ze mną dzieje...
Czuję jakbym nie była sobą. Jakbym to nie ja teraz pisała to, co tu piszę.
Brakuje mi motywacji do wszystkiego. Najprostsze życiowe czynności, obowiązki wykonuję z wielkim trudem. Nie wiem czy to taki leń, czy depresja. Uzależnienie od komputera czy jeszcze coś innego. Najprostsze czynności wykonuję przez kilka godzin. Olewam szkołę. Nie wykonuję obowiązków domowych. Do tego ciągle chodzę rozdrażniona. A na dodatek teraz ojciec mnie wkurzył.
Nie panuję nad sobą...
Straciłam rachubę czasu. Nie orientuję się, gdzie jestem i co robię.
Nauczyciele mi powtarzają, że jestem ambitna, ale strasznie leniwa.
Kurde! Czy oni wiedzą, że mi tym nie pomagają!
Niech mi powiedzą, że ich zawiodłam, że nie można na mnie polegać! A nie, że jestem w porządku, tylko trochę za leniwa!
W cholerę z takim tekstem.
Ja potrzebuję porządnego kopniaka w tyłek, żeby się raz i na długo wziąć za siebie. A nie takie głaskanie po główce.
Sama sobie nie radzę. Jak mi Bóg świadkiem. Nie wiem, co robić? Jak się pozbierać? Od czego zacząć?
Ilekroć czuję, że mogę wszystko, po paru chwilach wszystko... znika...
I znowu nic nie mogę.

Czy jednostki słabe psychicznie są z góry skazane na przegraną?
Dlaczego nikt nie widzi, że słabi ludzie - że ja potrzebuję kogoś, kto będzie dyskretnie stał nade mną i pilnował, żeby się nie zatracić... nie zapomnieć kim się jest i po co się żyje... Ktoś, kto zapewni nas, że jesteśmy wartościową osobą, a w razie potrzeby przemówi ostrymi słowami do rozsądku.

Nie wiem, może jestem jakaś nienormalna i uwielbiam zatracać się we własnych słabościach, by potem ludzie szczerze mi wygarnęli, że ich zawiodłam?
Może zwyczajnie lubię czuć ten ból psychiczny, który teraz odczuwam...

A może nie umiem żyć tak, żeby tego uniknąć?
Nie wiem...

_____




Oryginalnie post został opublikowany na moim uprzednim blogu pod adresem
http://lost-in-dark.blog.onet.pl

24 sierpnia 2008

Zagubiona ambicja...

Zniknęłam pomiędzy wspomnieniami.
Chcąc zapomnieć błędy przeszłości.
Wymazać wspomnienia.
Pozbyć się tego co bolesne.
Chciałam naprawić sobie życie.
A zniszczyłam siebie.

Mój cel był prosty. Wmawiałam sobie, że, kiedy zamknę przeszłość w osobnym rozdziale, wszystko będzie dobrze. Problem w tym, że chyba nie potrafię tego zrobić.
Szukając drogi do zapomnienia minionych wydarzeń, dawnego życia, zatraciłam się w tych wspomnieniach.
Fakt, nie mogę powiedzieć, że wszystko, co mnie w życiu spotkało było złe. Mam złe i dobre wspomnienia. Problem w tym, że chwilami zaczynam żyć w tym, co już nie wróci. Chcąc zmienić coś co się wydarzyło. Widząc jak wiele złego wyrządziłam, jak inaczej mogłam postąpić.
Chciałam... próbowałam zmienić cokolwiek. Chciałam zmienić siebie. Skończyło się na tym, że przestałam być sobą. Zatraciłam się we własnych rozmyślaniach, próbach przemiany.
Znów przestałam marzyć... wierzyć... tworzyć... Nie potrafiłam spojrzeć na świat tak ukochanymi niegdyś przeze mnie oczyma wyobraźni. Zgubiłam wenę i straciłam ambicję.
Żyłam we własnym śnie, w którym wmówiłam sobie, że jest lepiej, choć tak naprawdę oddalałam się od świata.
Izolowałam się.
Śniłam na jawie, choć nie marzyłam.
Chciałam zostać sama, a wszystkim, którzy wyciągali do mnie pomocną dłoń, podarowywałam fałszywy uśmiech i, mówiąc: 'Wszystko jest ok', odprawiałam ich z kwitkiem.
Wiem, że źle czyniłam. I choćby nie wiem co, nie powinnam odpychać od siebie ludzi, którzy chcą mi pomóc.
Ale ja to robię.
Ciągle.
Zawsze, kiedy wpadam w pułapkę własnych myśli, zaczynam uciekać przed ludźmi... przed światem... przed samą sobą...
Chcę wtedy sama wyjść z problemów, nie zauważając jak pogrążam się jeszcze bardziej.
I w pewnej chwili mam moment wahania, bo jakaś część mnie błaga o pomoc od kogokolwiek, a druga część samolubnie, przepełniona dumą stwierdza, że poradzę sobie sama, bo ta duma nie pozwala jej poprosić o pomoc.
I jestem rozdarta. To, w którą stronę udam się w tej chwili zależy od tego, która z tych stron będzie właśnie silniejsza. To czy znajdzie się ktoś, kto nawet wbrew mojej woli (albo przynajmniej tej części mnie, która pomocy nie chce) wyciągnie mnie z bagna.
Wiecie, dlaczego tak wysoko cenię sobie szczerość? Bo kiedy zatracam się we własnym świecie, kiedy zaczynam uciekać przed światem, kiedy zaczynam popełniać coraz więcej błędów, błędów, których potem mogę nie naprawić, tylko szczera prawda może mi pomóc. Krótkie zdanie, w którym będzie więcej prawdy, bolesnej prawdy niż chciałabym usłyszeć jest jedynym lekarstwem. I choć mogę się wtedy rozkleić i rozmazać jak niemowlę, to te słowa, tak czyste i szczere ukłują mnie, ale pomogą.
Tylko nie myślcie, że tą prawdą zrobicie mi krzywdę, i niech was wtedy nie rusza mój jęk i płacz, bo słowa: 'Wszystko będzie dobrze', sprawią mi większą krzywdę niż najgorsza prawda o mnie.

Kolejny raz zawaliłam. Następny błąd. Powtórka z historii. I 'grzech' którego nie umiem sobie wybaczyć.
Zostawiłam wszystko, bo myślałam, że tak będzie lepiej, ale pomyliłam się... znowu.
Odpychałam wszystkich, którzy chcieli mi pomóc, bo myślałam, że sama sobie poradzę, ale pomyliłam się... znowu.
Wiem, że mam tendencję do popełniania tych samych błędów, ale nic z tym nie robię... znowu.

Nie jestem ideałem. I, choć ta sytuacja powtórzy się pewnie znów, przepraszam.
Proszę tylko...
By następnym razem też zjawił się ktoś.

Zgubiłam się pośrodku światów.
Zabłądziłam.
Straciłam marzenia, wiarę i ambicję.
Motywacja odeszła w cień.
Wystarczył jeden szczery głos.
Jeden celnie wymierzony w serce cios.
I odnalazłam moją ambicję... życie.

Dziękuję Ci MightLight.
Tym razem to Ty sprowadziłaś mnie na ziemię.
_____


Oryginalnie post został opublikowany na moim uprzednim blogu pod adresem
http://lost-in-dark.blog.onet.pl

6 lipca 2008

Zerwanie z przeszłością

Zapomnieć...
Jak to łatwo powiedzieć.
Zamknąć za sobą rozdział.
Jakiś element...
Fragment życia.
Nie wymazać...
Ale zaakceptować i odstawić na półkę.
Wspominać...
A nie żyć wspomnieniem.
Śmiać się...
A nie wyśmiewać z przeszłości.
Żyć dalej...
I pogodzić się z przeszłością.
Porażki i błędy...
Wybaczyć sobie...
Wybaczyć...

Jakże to łatwo rzec: "Zaczynam wszystko od nowa", "Zrywam z przeszłością", "Zamykam tamten rozdział życia".
Tak. Zdecydowanie, powiedzieć to, to niewielki problem. Ale czy ktoś z Was kiedyś próbował zacząć wszystko od nowa, musiał zostawić przeszłość za sobą? Czy zdajecie sobie sprawę z tego, jakie to trudne?
Dużo łatwiej jest zmagać się ze starymi problemami, które to już dobrze znamy, a których to i tak nigdy nie rozwiążemy. O wiele prościej jest żyć w świecie wspomnień, bezpiecznej krainie, gdzie nic nas już nie zaskoczy.
Ale, dlaczego tak jest?
Czy to przywiązanie do tego, co już mamy, czy może strach przed nieznanym skłania nas do życia w tym samym, naszym świecie, który tak często nam ciąży? Może jednak to zwyczajnie nieumiejętność do pogodzenia się z własnym losem? A może jest jeszcze inny, nieznany mi powód?
W każdym razie. Ja wiem. Zerwać i pogodzić się z przeszłością nie jest łatwo.
Ale zrobiłam już ku temu pierwszy, decydujący krok.
I choć wylałam sporo łez, a zamknięcie starych spraw sprawiło mi ból.
I chociaż jeszcze nie w pełni akceptuję wszystkie swoje błędy.
I choć nie potrafię jeszcze sobie wybaczyć swoich pomyłek.
Wiem, że się nie cofnę.
Będę brnęła dalej w nieznane.
Bo ufam sobie.
I wierzę, że teraz będzie lepiej.
A może któregoś dnia z podniesioną głową powiem, że zamknęłam stary rozdział i wybaczyłam sobie.
Tak.
Bo właśnie zdecydowałam, że zrywam z przeszłością.

_____


Oryginalnie post został opublikowany na moim uprzednim blogu pod adresem
http://lost-in-dark.blog.onet.pl

29 czerwca 2008

Przebudzenie

Jestem.
Jak to jedno słowo, tak proste, a znaczy tak wiele.
Ale ja jestem.
Po tej burzy.
Tak.
Po burzy.
Burzy, którą sama sobie sprawiłam.
Ale, to już przeszłość.
Tamtego nie ma.
Minęło.
A ja - jestem.

Tak. Najłatwiej coś napisać bez sensu i zostawić na blogu nieczytanym.
Bo przecież po, co pisać coś, co ma sens, skoro i tak nikt tego nie czyta?
Ale zakładam, że znajdzie się jeden wędrowiec i zaciekawiony nietypowym szablonem, przysiądzie i przeczyta. A może ten szablon nie jest nietypowy. Może jest zwyczajny, a mój chaos zwany życiem to iluzja.
Cóż. Czas pokaże.

A ja jestem tutaj.
Przebudzona.
Wygrzebałam się z tej ziemi, którą zwykłam nazywać swoją.
I wracam tu.
Na stałe.
Bo żyję i jestem przebudzona.

Dobra, dość tej paplaniny bez sensu. Jestem Klaudia/Claudia/Nomy. Zwijcie mnie jak chcecie. Ale nie pomylcie mnie z tą, która niecały rok temu zaczęła pisać Leafs of Fire Story. Jej już nie ma.
Zniknęła. Umarła w natłoku życia.
Teraz jestem ja.
Lepsza ona.
I potem jest już tylko koszmar senny.



_____
Oryginalnie post został opublikowany na moim uprzednim blogu pod adresem