Chcąc zapomnieć błędy przeszłości.
Wymazać wspomnienia.
Pozbyć się tego co bolesne.
Chciałam naprawić sobie życie.
A zniszczyłam siebie.
Mój cel był prosty. Wmawiałam sobie, że, kiedy zamknę przeszłość w osobnym rozdziale, wszystko będzie dobrze. Problem w tym, że chyba nie potrafię tego zrobić.
Szukając drogi do zapomnienia minionych wydarzeń, dawnego życia, zatraciłam się w tych wspomnieniach.
Fakt, nie mogę powiedzieć, że wszystko, co mnie w życiu spotkało było złe. Mam złe i dobre wspomnienia. Problem w tym, że chwilami zaczynam żyć w tym, co już nie wróci. Chcąc zmienić coś co się wydarzyło. Widząc jak wiele złego wyrządziłam, jak inaczej mogłam postąpić.
Chciałam... próbowałam zmienić cokolwiek. Chciałam zmienić siebie. Skończyło się na tym, że przestałam być sobą. Zatraciłam się we własnych rozmyślaniach, próbach przemiany.
Znów przestałam marzyć... wierzyć... tworzyć... Nie potrafiłam spojrzeć na świat tak ukochanymi niegdyś przeze mnie oczyma wyobraźni. Zgubiłam wenę i straciłam ambicję.
Żyłam we własnym śnie, w którym wmówiłam sobie, że jest lepiej, choć tak naprawdę oddalałam się od świata.
Izolowałam się.
Śniłam na jawie, choć nie marzyłam.
Chciałam zostać sama, a wszystkim, którzy wyciągali do mnie pomocną dłoń, podarowywałam fałszywy uśmiech i, mówiąc: 'Wszystko jest ok', odprawiałam ich z kwitkiem.
Wiem, że źle czyniłam. I choćby nie wiem co, nie powinnam odpychać od siebie ludzi, którzy chcą mi pomóc.
Ale ja to robię.
Ciągle.
Zawsze, kiedy wpadam w pułapkę własnych myśli, zaczynam uciekać przed ludźmi... przed światem... przed samą sobą...
Chcę wtedy sama wyjść z problemów, nie zauważając jak pogrążam się jeszcze bardziej.
I w pewnej chwili mam moment wahania, bo jakaś część mnie błaga o pomoc od kogokolwiek, a druga część samolubnie, przepełniona dumą stwierdza, że poradzę sobie sama, bo ta duma nie pozwala jej poprosić o pomoc.
I jestem rozdarta. To, w którą stronę udam się w tej chwili zależy od tego, która z tych stron będzie właśnie silniejsza. To czy znajdzie się ktoś, kto nawet wbrew mojej woli (albo przynajmniej tej części mnie, która pomocy nie chce) wyciągnie mnie z bagna.
Wiecie, dlaczego tak wysoko cenię sobie szczerość? Bo kiedy zatracam się we własnym świecie, kiedy zaczynam uciekać przed światem, kiedy zaczynam popełniać coraz więcej błędów, błędów, których potem mogę nie naprawić, tylko szczera prawda może mi pomóc. Krótkie zdanie, w którym będzie więcej prawdy, bolesnej prawdy niż chciałabym usłyszeć jest jedynym lekarstwem. I choć mogę się wtedy rozkleić i rozmazać jak niemowlę, to te słowa, tak czyste i szczere ukłują mnie, ale pomogą.
Tylko nie myślcie, że tą prawdą zrobicie mi krzywdę, i niech was wtedy nie rusza mój jęk i płacz, bo słowa: 'Wszystko będzie dobrze', sprawią mi większą krzywdę niż najgorsza prawda o mnie.
Kolejny raz zawaliłam. Następny błąd. Powtórka z historii. I 'grzech' którego nie umiem sobie wybaczyć.
Zostawiłam wszystko, bo myślałam, że tak będzie lepiej, ale pomyliłam się... znowu.
Odpychałam wszystkich, którzy chcieli mi pomóc, bo myślałam, że sama sobie poradzę, ale pomyliłam się... znowu.
Wiem, że mam tendencję do popełniania tych samych błędów, ale nic z tym nie robię... znowu.
Nie jestem ideałem. I, choć ta sytuacja powtórzy się pewnie znów, przepraszam.
Proszę tylko...
By następnym razem też zjawił się ktoś.
Zgubiłam się pośrodku światów.
Zabłądziłam.
Straciłam marzenia, wiarę i ambicję.
Motywacja odeszła w cień.
Wystarczył jeden szczery głos.
Jeden celnie wymierzony w serce cios.
I odnalazłam moją ambicję... życie.
Dziękuję Ci MightLight.
Tym razem to Ty sprowadziłaś mnie na ziemię.
_____
Oryginalnie post został opublikowany na moim uprzednim blogu pod adresem
http://lost-in-dark.blog.onet.pl
Oryginalnie post został opublikowany na moim uprzednim blogu pod adresem
http://lost-in-dark.blog.onet.pl
Gdybym patrzyła na świat oczyma realisty, była bym chyba nikim. Jedną z szarego, brutalnego społeczeństwa... Osobą, uciekającą przed wszystkim... Ale moje oczy widzą tylko to co tworzę. Świat wokół mnie. Kolorowy, radosny... Tylko w nim jest to co kocham, dla czego warto jest żyć... Lecz nadchodzą takie chwile, kiedy ten sen znika, a ty musisz iść śladem żalu, drogą jaką wybrali ci inni... Życie jest bolesne...
OdpowiedzUsuńTo chyba był opis mojego życia. No, ale ja tylko powiem tyle: W życiu jest ważne, żeby być sobą, a nie kimś kogo pragną inni ;) Cieszę się że mogłam jakoś pomóc.
[komentarz oryginalnie opublikowany 2008-08-24 17:59]
Ja też się cieszę. Chwilami nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego jak świat jest zły. I jak ludzie są okrutni. A my jak te osły chcemy spełnić oczekiwania innych zapominając o własnym człowieczeństwie.
UsuńCzasem wydaje mi się, że lepiej zwyczajnie zostawić wszystko, bo przecież i tak nikogo nie obchodzę.
Życie potrafi być ironiczne.
Ja wylałam Ci na głowę kubeł zimnej wody a Ty pomogłaś mi wygrzebać się z mojego bagna rozmyślań.
A wszystko to zaledwie ostre słowa.
Chwilami wątpię czy ze mną jest wszystko ok, skoro by podnieść się po upadku potrzebuję porządnego kopa w tyłek, ale cieszę się, że są ludzie, którzy fundują mi tego kopniaka.
Jeszcze raz dzięki.
PS. Wiesz, jak tak czytam teraz ten swój wpis.... Heh... Czy mnie się wydaje, czy ja... głupio przyznać... napisałam to jakby to... no... Cloud w depresji pisał xP
Pozdrawiam
[post oryginalnie opublikowany 2008-08-24 18:08]
przepraszam...
OdpowiedzUsuńale tego nie potrafię czytać..
wybacz..
to zrywanie z przeszłością...
jeszcze dwa dni temu sama przeżywałam okropny ból.
musiałam porzucić wszystko i teraz zacząć wszystko od nowa bez bardzo mi bliskiej osoby i póki rany są świeże nie mogę tego czytać... zbyt mocno boli... kuje..
przepraszam...
ale kiedy mi przejdzie..
przeczytam...
Nie gniewam się.
UsuńI choć czas raczej nie ukoi Twych smutków to złagodzi je.
Mimo wszystko dziękuję, że wpadłaś.
[komentarz oryginalnie opublikowany 2008-08-27 14:51]
Lecz czy nie każdy z nas jest istotą lub raczej człowiekiem nieomylnym?
OdpowiedzUsuńWszyscy, tak jak nas Pan Bóg stworzył żyjemy, i to życie tracimy przez własną pychę i strach przed losem...
Boimy się - owszem - nie zaprzeczę, bo sama jestem tylko zwykłym człowiekiem...
A zwykły człowiek tworzy świat bez granic, który staje się jego więzieniem samotności...
Nie potrafimy zaufać drugiej osobie, bo tak przecież jest łatwiej, czyż nie...?
I powiem ci, że każdy z nas przez to przechodzi, lecz nie każdy potrafi to godnie przyjąć i przegrać tą wojnę z uniesioną głową...
Mam nadzieję, że się ułoży..., że będzie lepiej, bo widzisz ja wierzę... Zawsze i we wszystkich, których miałam okazję poznać...
Lecz jeżeli będziesz tylko chciała, proszę napisz do mnie na gg. Z chęcią użyczę ci ramienia...
[komentarz oryginalnie opublikowany 2008-08-26 22:44]
Cóż ja mogę powiedzieć...?
OdpowiedzUsuńDelikatnie spuszczam wzrok i chowam się z kurtyną ciemnych blond włosów, szepcząc jedno, krótkie "wybacz mi".
Boli mnie to, że wcześniej nie pisałam z tobą i nic nie wiedziałam...
I do tego czuję się, jakbym to ja, ja sama to wszystko napisała. I po raz pierwszy w tym miesiącu zaczynam czuć, jak łzy same mi się cisną do oczu, bo czytam PRAWDĘ. Bo przeczytałam to, co równie dobrze sama dobrze mogłabym napisać.
Dlaczego odpychamy os siebie ludzi sztucznymi uśmiechami, gdy są nam tak potrzebni, a potem zatracamy się sami w sobie?
Dlaczego uciekamy do marzeń, a gdy staniemy na pograniczu realności i jawy nic nie możemy zrobić?
Dlaczego teraz czuję tą bezradność?
To, co napisałaś, jest piękne. Piękne i godne podziwu.
Jeszcze raz "wybacz mi"...
[komentarz oryginalnie opublikowany 2008-08-31 21:31]
[łzy cicho spłynęły po aksamitnych policzkach]
UsuńWzdycham. Nie wiem czy to, co napisałam jest piękne i godne podziwu, ale wiem, że to prawda, którą raczej zatrzymuję dla siebie.
[spuszcza delikatnie głowę przysuwając się do Elizy i przytulając ją lekko]
Wybaczam.
[komentarz oryginalnie opublikowany 2008-08-31 22:17]