28 czerwca 2010

Porzucony. Znaleziony. Odnowiony.

       Krótkie zniknięcia, ciągłe powroty. Taka jest moja blogowa rzeczywistość. Można się właściwie zastanawiać, co ja tu robię. Przecież mnie nie było.
Owszem, nie było mnie, ale bloga nie zawieszałam, gdyż jakaś część mnie zawsze wiedziała, że niedługo znów tu zawitam - i oto jestem.

       Dwa dni temu skończył się rok szkolny - dla wszystkich. I szczerze, to dzięki za to, bo nie będę się czuła jak wyrzutek, który do szkoły nie chodzi.

       Z tej okazji - oficjalnego rozpoczęcia wakacji - postanowiłam zrobić małe porządki.
Zaczęłam standardowo - od swojego pokoju. Kurz na półkach zalegał już od kilku tygodni i nieciekawie wyglądał na meblach tuż obok porcelanowych figurek. W szafkach również zrobiło się nieco luźniej - pozbyłam się bowiem starych, bezużytecznych stert papierów i zeszytów z minionych lat licealnych (właściwie to tylko tych mniej przydatnych zeszytów), które wiązały ze sobą wiele uciążliwych i przykrych wspomnień.

       Poszłam z tymi papierzyskami do lasku obok parku, tuż niedaleko mojego osiedla. Miałam niezłą frajdę, kiedy razem z kumpelą wrzucałyśmy kolejne kartki i okładki zeszytów w małe ognisko, a jaką poczułam ulgę.
       Kolejnym krokiem było... odnalezienie zagubionego pośród stert starych zeszytów pamiętnika, którego pisanie nieco mnie nudziło jakiś czas temu (standardowe chwilowe znudzenie jakimś zajęciem). Otóż, wtedy prowadzenie pamiętnika zaczynało mnie nudzić, a nawet irytować, a teraz... nadrobiłam w nim zaległości, uzupełniając kartki opisami ciekawszych wydarzeń (miłych i nieprzyjemnych), jakie zdołałam spamiętać z minionych kilku miesięcy.
       Zawitałam także tu, na blogu, gdzie od wczoraj panuje już nowy szablon - dość szarawy, muszę przyznać, ale jestem z niego zadowolona. Zaufajcie mi, wpatrywałam się w ten szablon wczoraj w czasie jego produkcji, a nawet chwilę po jego umieszczeniu na blogu, w sumie jakieś sześć godzin z hakiem i jeszcze nie miałam mdłości, jak to miało miejsce przy poprzednim szablonie :P
       Zrobiłam też mały 'numer', w szerokiej liście, na samym dole wyraźnie widać wpisy z ujemną numeracją. Jest to taki mój mały gest ku własnej przeszłości blogowej (i nie tylko). Kiedyś chciałam zapomnieć kim byłam, co robiłam. Chciałam zrywać z własną przeszłością, teraz przyjmuję ją taką, jaka jest, z godnością.
        Notki te pochodzą z mojego poprzedniego bloga (lost-in-dark.blog.onet.pl), którego nie mogę usunąć ja - ze względu na skasowany e-mail, a Onet się do tego jakoś szczególnie nie rwie.
Póki co na tym stanęło...

        Zastanawia mnie tylko jedno w chwili obecnej. Nie wiem jak Wy, ale ja jestem typem osoby, która szybko się nudzi. I nawet nie ważne jest czy obiekt, którym zainteresowanie straciłam, był jakimś przedmiotem, czynnością, sportem, osobą czy jeszcze czymś innym. Bez względu na to, czym ta rzecz (bądź nie rzecz) jest, po pewnym czasie, choćby to była moja ulubiona bransoletka, ukochany pamiętnik, tracę zainteresowanie tą rzeczą. Przestaje mnie ona fascynować.
        Tak samo mam ze wszystkim. Ten blog nie jest wyjątkiem.
        I kiedy nadchodzi taki okres, znudzenia ulubionym zajęciem, rzucam je w kąt. Odstawiam, zapominam o nim.
        Na szczęście (teraz cieszę się, że mam tę cechę) jestem dość sentymentalna i często nawet rzeczy, których robienie, posiadanie, choć kiedyś tak uwielbiane, teraz mnie irytuje, to nie mam serca, by się ich pozbyć.
        I szczerze mnie to cieszy, gdyż dzięki temu po pewnym czasie, jeśli już nawet zainteresowanie ową rzeczą, czy czynnością nie wróci, to zostaną po niej pamiątki. Pamiątki, które niosą ze sobą wspomnienia.
        Tak jestem sentymentalna. Ja o tym wiem i całkiem mi z tym dobrze.

5 komentarzy:

  1. Och, miłego czekania.
    Ja czekam, co będzie z tymi szkołami- do której się dostanę.

    Dziękuję ;*

    Palenie zeszytów- no, ciekawe umilenie czasu, haha.

    Och, coś o tym wiem. Szybkie, czasem niezrozumiałe znudzenie czymś, a potem, po jakimś czasie, powrót do tego.
    Dziwne to jest, ale... Może tak ma być? Znam osoby, które nie dość, że znudzą się czymś, to próbują o tym zapomnieć za wszelką cenę. Ja natomiast wiem o istnieniu, ale po jakimś czasie pragnę wrócić.
    Tak, to sentyment, jak powiedziałaś.

    Pozdrawiam

    [dystrykt]

    [Oryginalna data publikacji komentarza: 2010-06-28 18:50]

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam tak samo jak Ty. Łapię kilka srok za ogon a potem (kiedy mi się to wszystko znudzi) tak po prostu porzucam... Jednak ja też lubię wracać do starych nawyków i porzuconych rzeczy. Do pisania notek na moim blogu też jakoś niespecjalnie się rwę. ;) Chyba znudziło mi się blogowanie albo po prostu nie mam czasu. Szczerze to sama nie wiem ;p

    [Oryginalna data publikacji komentarza: 2010-06-28 20:55]

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurczę, podoba mi się to palenie. Wezmę wieczorem owinę mundurek na patyk, zaleję benzyną i będzie pochodnia, do tego Twój patent z zeszytami i... Oto wakacyjne ognisko z kiełbaskami ;)

    [dystrykt]

    [Oryginalna data publikacji komentarza: 2010-06-29 11:40]

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmm...
    Chyba zrobię sobie w sobotę grilla xD
    Po tej rozmowie wziął mnie smak na te kiełbaski.

    [dystrykt]

    [Oryginalna data publikacji komentarza: 2010-06-29 18:41]

    OdpowiedzUsuń
  5. O, mocno przypieczone są genialne! :D

    Dziękuję, miło mi ;*

    Hah, 'temat bez tematu, o wszystkim i niczym'- jak to mój kolega kiedyś stwierdził o takich rozmowach ;)
    Grunt, że coś w tym jest ^^

    [dystrykt]

    [Oryginalna data publikacji komentarza: 2010-06-29 22:13]

    OdpowiedzUsuń