Właściwie to niewiele pamiętam z objawów przeziębienia zatok z okresu kiedy miałam te siedem czy osiem lat. Kojarzę jedynie, że sporo jeździłam po lekarzach, bardzo często miałam zatkane uszy i bolały mnie okolice skroni, nosiłam czapkę oraz jak to jeździłam na "naświetlania" lampami. (Mama mówi, że to były soluksy - sprawdziłam, faktycznie jest coś takiego jak "lampa soluks", ma zastosowanie w kosmetyce i medycynie i w sumie wygląda jak te zabawne lampy, które odwiedzałam raz albo dwa razy w tygodniu.)
Niestety, przy problemach z zatokami - oraz w celu zapobiegania ich nawrotom - dobrze stosować pewne środki, utrzymać ciepło. To zdanie jakoś dziwnie brzmi...
W każdym razie chodzi o to, by nie chodzić z "gołą głową", bo to przez nią z organizmu ucieka najwięcej ciepła. Jak wiadomo, w tym celu wykorzystuje się czapkę. Obecnie to nie jest wielki problem. Czapek jest całe mnóstwo, a i nawet są one modne, choć ciągle, noszenie takiej w dni pozornie ciepłe może wydawać się dziwactwem, zupełnie jak w ubiegły weekend, kiedy u mnie w mieście temperatura sięgnęła ponad dwudziestu dwóch kresek.
Doskonale pamiętam jak dzieci śmiały się ze mnie, kiedy wiosną ciągle chodziłam w czapce. Właściwie to śmiały się nawet zimą i jesienią. Nie wiem, co tak niezwykłego mogło być w fakcie, iż chodziłam sobie w wełnianej czapeczce. Dla mnie było to dość oczywiste - byłam grzeczną dziewczynką, a Mama dobrze mi wyjaśniła dlaczego muszę chodzić z nakrytą głową, a mnie w zupełności wystarczyło tłumaczenie Rodzicielki. Nie powiem, że mnie nie kusiło żeby zrzucić czapę i jak wszyscy chodzić z gołą głowiną. Często nawet było mi przykro, że ja nie mogę tak jak inni, bez czapki. Z czasem jednak przywykłam do tego wszystkiego. Przyzwyczaiłam się do dziwnych spojrzeń i polubiłam swoją czapkę. W gimnazjum już nawet nie pamiętam czy ktokolwiek się z tego śmiał, wiem, że padały pytania, dlaczego nosisz czapkę?, ale ucinałam to krótkim wyjaśnieniem i robiłam swoje... zawsze. A potem czapki stały się modne, jak na ironię...
Mam moją małą kolekcję ciepłych nakryć głowy. Nie powiem, bo czasem zdarza mi się, że chodzę bez czapki, ale jakoś tak mi zostało, że zwykle w chłodniejsze dni uwzględniam ją w swoim ubiorze.
Weekend zszedł mi szybko, ale byłam padnięta. Zajęcia od rana do wieczora to jednak męcząca sprawa, z drugiej strony jednak wolę zaoczne od dziennych ;P
Czuję się już znacznie lepiej, choć ciągle boli mnie głowa, no i muszę chodzić w czapce, nie żeby mi to robiło jakąś wielką różnicę ;P A dzisiaj inhalacja i śmigamy, cały tydzień przed nami :)
Ja tez zawsze musiałam chodzić w czapce, bo gdyż ponieważ byłam dzieckiem o dosyć lichej odporności. Bywało, że chorowałam co miesiąc. Teraz na szczęście już z tego wyrosłam, ale wciąż nie lubię czapek. Wole kaptury- przemykam wtedy w kapturze jak Assasin. Taa...Assasin z ruda grzywką xD A tobie, moja droga życzę szybkiego powrotu do zdrowia (chyba już po raz enty) :)
OdpowiedzUsuń[Oryginalna data publikacji komentarza: 2012-03-20 16:20]
Też przez długi okres czasu co chwila chorowałam i do tego jeszcze te zatoki, ale nie narzekam.
UsuńKaptury też są fajne, ale mają tendencję do spadania - przynajmniej u mnie :P Ale jako zastępstwo dla czapki są w porządku :)
Asasynka, hah :D Od razu mi się skojarzył biały kaptur i ukryte ostrze z Assassin's Creed :P
I dziękuję Ci serdecznie :) Czuję się już zdecydowanie lepiej, choć bóle w okolicach skroni będą mi dokuczać jeszcze przez jakiś czas... A nie z takich rzeczy się wychodziło ^^
[Oryginalna data publikacji komentarza: 2012-03-21 23:58]
dla mnie czapka była czymś niezbędnym - zawsze narzekałam jako dzieciak, że marzną mi uszka, w sumie to do dzisiaj mi zostało, więc mama chociaż ten jeden problem miała z głowy, bo nie musiała mnie pilnować. A faktycznie dzieci miały skłonności do wyśmiewania, bo przecież chodzenie z gołą głową było taką oznaką dorosłości i może trochę małego dziecięcego buntu...
OdpowiedzUsuńmoje-mysli-sa-tutaj.blog.onet.pl
[Oryginalna data publikacji komentarza: 2012-03-20 22:47]
Sorki że dopiero teraz ale ostatnio sam nie mam czasu. Co do chorób to sam miewałem za młodu zapalenia płuc. Ale takie ża dwa razy stwierdzono u mnie zatrzymanie akcji serca. Raz przez niedokładność ale stan był rzeczywiście agonalny. A raz się serio zatrzymało i mnie prądem głaskali. Hmm ja czapek nigdy nie lubiłem nosić. Nie i już. Co innego kapelusze, o ironio rok po moim pierwszy wymarzonym kapeluszu(wcześniej nie mogłem bo jakoś sam nie wyobrażałem sobie małego w sumie dzieciaka w kapeluszu) stały się modne. Widzisz, oboje jesteśmy kreatorami mody xD.
OdpowiedzUsuńUściski :*
[Oryginalna data publikacji komentarza: 2012-03-21 14:31]
Ja pamiętam, że bardzo często byłam przeziębiona, a moja Siostra zwykle miała anginę ropną... A może obie na to chorowałyśmy... nie pamiętam. Ostatnio to przeważnie miałam grypę, ale od jakiegoś roku był spokój...
UsuńHm, nawet nie wiem jak miałabym to skomentować, wybacz. No ja wprawdzie nie miałam takich "przygód", ale mam inne przewlekłe problemy zdrowotne...
Hah, no ja akurat jakoś nie mam nic do czapek. Kapelusze jakoś średnio, kaptury są za to też bardzo praktyczne ^^
A wiesz, że moda lubi "zataczać koła"? :D
[Oryginalna data publikacji komentarza: 2012-03-21 23:52]
Zatoki,znam ten ból. Współczuję i życzę zdrówka :)
OdpowiedzUsuńI ciesz się wiosną zamiast chorować :))
[Oryginalna data publikacji komentarza: 2012-03-21 22:32]
Ależ cieszę się, jak najbardziej, tylko, że z czapką na głowie ^^
Usuń[Oryginalna data publikacji komentarza: 2012-03-21 23:02]
Nie lubię czapek. Chociaż jak sie zaczyna zima to nie chce ich nosić, a gdy już zaczyna się wiosna to bym nosiła. Czapek za dużo nie mam, bo mam dwie. Obydwie takie same, tylko inny odcień hahaha Dopiero co wyleczyłam anginę, a teraz zaczynam mieć katar, głowa mnie boli i w ogóle. Nie mogę się doczekać wtorku <3 W szkole będzie beznadziejnie, ale później idę na Igrzyska Śmierci <3 themachine
OdpowiedzUsuń[Oryginalna data publikacji komentarza: 2012-03-25 10:39]
a też często mam problem z zatokami, zwłaszcza zeszły rok dał mi popalić, chyba nigdy nie brałam tyle antybiotyków.
OdpowiedzUsuńNie rozumiem dlaczego dzieci śmiały się z Twojej czapki. Kiedy ja chodziłam do szkoły to wszyscy chodzili w czapkach, ale może wiązało się to z tym, że mieszkałam na wsi i wszyscy musieliśmy dojeżdżać autobusami, stać i marznąć na przystankach.
pozdrawiam
pora-roku.blog.onet.pl
[Oryginalna data publikacji komentarza: 2012-03-25 11:40]
Ja też nie rozumiem, co takiego zabawnego było w czapce. Niby to było miasto, szkołę mieliśmy na osiedlu, ale... to takie zad.upie, że aż strach się bać. Ludzie z różnych zakątków Polski, często ze wsi - w sumie zaraz za przystankiem autobusowym zaczynały się domki jednorodzinne (niejeden miał na podwórzu kury). Nie wiem, może to była jakaś dziwna mentalność ludzi? Wychowanie? Nie wiem, pamiętam, że byłam obiektem żartów z powodu czapki... czego nie rozumiem do dzisiaj... inne powody przez jakie byłam obgadywana są dla mnie dużo bardziej jasne.
Usuń[Oryginalna data publikacji komentarza: 2012-03-26 16:52]
I bardzo mądrze postępowałaś, że słuchałaś się Mamy ;D Głupota niby nie boli, ale jednak chodzenie bez czapki niesie ze sobą poważne konsekwencje (mam na myśli głównie porę zimową ;)) Pamiętam, że przy ostrym mrozie chodziłam z gołą głową, no bo przecież fryzura się popsuje. I jakaś starsza babka zaczęła mi nawijać o tym co teraz musi przyżywać, bo w młodości nie zakładała czapki ;P Masakra, aż dreszcze przechodzą jak o tym pomyślę. (oczywiście czapki dalej nie nosiłam -.-)
OdpowiedzUsuń[ cieniutka-niteczka ]
[Oryginalna data publikacji komentarza: 2012-03-26 12:55]
Ja jakoś nieszczególnie zwracałam uwagę na fryzurę, zresztą moje włosy układają się same jak chcą, a wszelkie próby ich modelowania kończą się poszarganymi nerwami :P
Usuń[Oryginalna data publikacji komentarza: 2012-03-26 14:34]