Mijają dni, miesiące, a my chwilami nawet nie zauważamy tego upływu czasu. Jesteśmy tak bardzo pochłonięci codziennymi obowiązkami, że nie dostrzegamy, jak życie ucieka nam przez palce...
Brzmi niezbyt optymistycznie, prawda?
Cóż, taki los i, co byśmy nie zrobili, czas nie stanie w miejscu (chyba, że mi o czymś nie wiadomo), a będzie gnał dalej.
Jednak ciągłe rozmyślanie o uciekającym czasie, mijających chwilach i ulatujących dniach życia, często zmarnowanych na zupełnie bezsensowne czynności, może wprawić w nieco ponury nastrój. Jednak zamiast tego można spojrzeć na te umykające sekundy z innej perspektywy.
Każda minuta jest jedyną minutą danej godziny, danego miesiąca, danego roku. Takich minut jest wiele, ale każda z nich jest - jedyną. Drugi raz nie przeżyjesz tej samej godziny w tym samym miejscu i tego samego dnia. Dziewiąty listopada 2010 roku jest tylko raz w historii.
Każda chwila jest unikatowa, dlaczego więc nie zapamiętywać każdej najdrobniejszej pozytywnej sytuacji? Dlaczego nie cieszyć się z najmniejszych błahostek? Dlaczego nie śmiać się do rozpuku, kiedy nadarzy się okazja? Dlaczego nie żyć pełnią życia, skoro każdy moment jest jedynym takim momentem w naszym życiu?
Można powiedzieć, że są pewne granice, obowiązki, które nas naglą, warunkują, co i kiedy musimy zrobić.
A ja powiem na to, że owszem, ale w trakcie tych naszych obowiązków też może zdarzyć się coś niezwykłego. Ja w trakcie zajęć, które są moim obowiązkiem jako studentki, potrafię całkiem przyjemnie spędzać czas, a przecież my się tam uczymy!
I nie oburzajcie się, bo naprawdę ile razy w szkole średniej (bądź w gimnazjum) w czasie lekcji okazywało się, że jednak było całkiem fajnie, pomimo że trzeba było wykonywać polecenia nauczyciela? Może nie było to często, ale na pewno choć raz się zdarzyło. A ja dopowiem tylko, że miłych wspomnień i wydarzeń można doszukać się nawet w intrygującej i spornej dyskusji z wykładowcą - wystarczy przypomnieć sobie to, co z owej dyskusji wynieśliśmy, bądź uczucie dumy jeśli spór wygraliśmy.
Każde nasze słowo może przynieść uśmiech bądź łzy.
Każdy gest niesie ze sobą coś pozytywnego bądź negatywnego.
Tak wiele osób teraz narzeka, że świat jest szary, bury i ponury. Że życie jest monotonne. Że nie przytrafia się im nic dobrego.
Ja także nie znoszę monotonii, ale od kiedy zauważam detale dnia codziennego, nawet pozornie podobne dni stają się zupełnie różne.
Zaś odkrywanie pozytywnych zdarzeń w codziennym życiu sprawia, że nawet zachmurzone niebo wydaje się jakby bardziej przejrzyste.
Można powiedzieć, że to szukanie pozytywnych stron codzienności, to takie wynajdowanie dobrego na siłę.
Może i tak, ale jak inaczej przywdziać szczery uśmiech, kiedy nas wszystkich gonią terminy? Bo przecież ciągle narzekamy na brak czasu, a potem na złe samopoczucie.
Dlatego też, kiedy brakuje czasu, by poprawić sobie nastrój bądź zrelaksować się przy dobrym filmie z koleżankami czy na piwie z kumplami, korzystajmy z drobnych okazji, by wprawić się w choć odrobinę lepszy nastrój.
Szczęście jest ulotne.
Nie jest czymś stałym.
A prawdziwe szczęście w życiu daje pogoń za tym ulotnym, chwilowym szczęściem.
Nie jest czymś stałym.
A prawdziwe szczęście w życiu daje pogoń za tym ulotnym, chwilowym szczęściem.
Nie chciałam pisać notki o świętach. Nie chciałam, bo nie ma się z czym afiszować. Święto było, zmarłych wspomnieliśmy i żyjemy dalej. Swoje zdanie na temat tego święta zachowam dla siebie. Może kiedyś się nim z Wami podzielę.
Dzisiaj wyszło też trochę krócej niż zazwyczaj. Mam nadzieję, że nie jest przez to gorzej ^^
Skoro to ma być pamiętniko-podobne coś (na słowotwórstwo mnie wzięło), to muszę się Wam pochwalić xD
Z kolokwium z greki dostałam 5, zaś z dotychczasowego kolokwium z łaciny 4+. Po obwieszczeniu tej nowiny mojej przyjaciółce (która ma osiemnastkę w tym tygodniu) powiedziała mi ona: "No, no widzę, że startujesz do stypendium w przyszłym roku". A ja z euforią przytaknęłam. Ciągle, to zdarzenie przyozdabia mą twarz radosnym uśmiechem.
Przyznam, że od jakiegoś czasu mam więcej chęci na robienie czegokolwiek - choćby to były nudne obowiązki domowe. Ponadto czuję się dobrze i nie odnoszę wrażenia, że świat mnie obciąża.
Jak dobrze jest być szczęśliwym i to właściwie bez konkretnego powodu.
Dzisiaj wyszło też trochę krócej niż zazwyczaj. Mam nadzieję, że nie jest przez to gorzej ^^
Skoro to ma być pamiętniko-podobne coś (na słowotwórstwo mnie wzięło), to muszę się Wam pochwalić xD
Z kolokwium z greki dostałam 5, zaś z dotychczasowego kolokwium z łaciny 4+. Po obwieszczeniu tej nowiny mojej przyjaciółce (która ma osiemnastkę w tym tygodniu) powiedziała mi ona: "No, no widzę, że startujesz do stypendium w przyszłym roku". A ja z euforią przytaknęłam. Ciągle, to zdarzenie przyozdabia mą twarz radosnym uśmiechem.
Przyznam, że od jakiegoś czasu mam więcej chęci na robienie czegokolwiek - choćby to były nudne obowiązki domowe. Ponadto czuję się dobrze i nie odnoszę wrażenia, że świat mnie obciąża.
Jak dobrze jest być szczęśliwym i to właściwie bez konkretnego powodu.